Szukam zakładki...
Jedyne Wspomnienie Flory Banks - Piękna oprawa i zmarnowany potencjał

Jedyne Wspomnienie Flory Banks - Piękna oprawa i zmarnowany potencjał

7/11/2017
Muszę to powiedzieć otwarcie: na początku całkowicie kupiła mnie okładka. Kolorystyka i oprawa wizualna obiecywały nietuzinkową historię, którą pochłonę w jeden wieczór. Zapowiedź brzmiała jak literacka perełka, ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Moje wysokie oczekiwania zderzyły się z wykonaniem, które zostawiło mnie z bardzo mieszanymi odczuciami.

Jedyne Wspomnienie Flory Banks

Emily Barr, 2017 | Young Adult & New Adult, Trauma & Healing

Bukowy Las 328 stron
Muszę to powiedzieć otwarcie: na początku całkowicie kupiła mnie okładka. Kolorystyka i oprawa wizualna obiecywały nietuzinkową historię, którą pochłonę w jeden wieczór. Zapowiedź brzmiała jak literacka perełka, ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana. Moje wysokie oczekiwania zderzyły się z wykonaniem, które zostawiło mnie z bardzo mieszanymi odczuciami.
"FLORA, odwagi!"
Książka zatytułowana „Jedynie wspomnienie Flory Banks” autorstwa Emily Barr na ekranie tabletu. Pokazuje podarte kawałki papieru z tekstem na jasnym tle. Nastrój jest intrygujący.

Flora i matka: Relacja, która boli

Sam pomysł na fabułę jest wyjściowo genialny, jednak został potraktowany nieco powierzchownie. Choć autorka pisze w sposób przystępny, to konstrukcja wydarzeń stała się z czasem nużąca. Flora, mimo swojej niepokornej i zadziornej natury, w obliczu choroby bywała irytująco naiwna. O ile jej walka o niezależność i próby zatrzymania wspomnień na papierze były poruszające, o tyle chaos wynikający z jej stanu zdrowia bywał dla mnie – jako czytelniczki – męczący.

Jednak to Annie, matka głównej bohaterki, była postacią, która doprowadzała mnie do szału. Jej władcza i zaborcza postawa, tłumaczona troską, w rzeczywistości odbierała Florze szansę na jakąkolwiek autonomię. To toksyczne podejście było dla dziewczyny niszczące, zarówno pod względem emocjonalnym, jak i zdrowotnym.

Pętla powtórzeń i fabularny zastój

Głównym problemem tej książki jest jej monotonia. Przez większość czasu miałam poczucie, że czytam klasyczne „czytadło” bez konkretnego celu. Scena pocałunku na plaży i miłosne deklaracje powracały tak często, że zamiast wzruszenia, czułam narastającą irytację. Choć intryga budziła moją ciekawość, to ta uporczywa powtarzalność sprawiła, że w połowie lektury byłam bliska odłożenia książki na półkę. Oryginalny urok historii niestety zagubił się w schematach.

Finał, który ratuje honor

Co ostatecznie uratowało tę pozycję? Zaskakujący finał. Autorka doskonale wyczuła moment, w którym należy postawić kropkę, by zostawić czytelnika z mnóstwem pytań. Tajemnica matki, która wychodzi na jaw w kulminacyjnym punkcie, zostaje w głowie na długo i zmusza do głębokich refleksji. Ta nagła dynamika na ostatnich stronach wynagrodziła mi wcześniejsze dłużyzny i przypomniała, że autorka potrafi świetnie operować emocjami.

•••

Werdykt: Dobry pomysł w słabszym wydaniu

Podsumowując: koncept był rewelacyjny, ale wykonanie pozostawia sporo do życzenia. Moje stanowisko jest neutralne – jeśli macie w sobie dość cierpliwości, by przebić się przez powtarzalne fragmenty dla samego zakończenia, możecie zaryzykować.


🌀Świetny pomysł, nużąca realizacja.

Sara Kałecka

Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz