Szukam zakładki...
Zapach Wanilii - Steven w środku Polski i inwazja schematów.

Zapach Wanilii - Steven w środku Polski i inwazja schematów.

4/12/2018
Czasem patrzysz na książkę i od razu wiesz, co cię czeka. Ta pozycja rzuciła mi się w oczy dawno temu. Wydawała się typowa, pełna schematów i idealna na „odmóżdżenie”. Po przeczytaniu muszę stwierdzić: moja intuicja działa bez zarzutu. Niewiele się pomyliłam. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam – ze wszystkimi tego plusami i (niestety) minusami.

Zapach Wanilii

Agnieszka Łaska, 2018 | Young Adult & New Adult, Urban Fantasy

NovaeRes 342 strony
Czasem patrzysz na książkę i od razu wiesz, co cię czeka. Ta pozycja rzuciła mi się w oczy dawno temu. Wydawała się typowa, pełna schematów i idealna na „odmóżdżenie”. Po przeczytaniu muszę stwierdzić: moja intuicja działa bez zarzutu. Niewiele się pomyliłam. Dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam – ze wszystkimi tego plusami i (niestety) minusami.

Pamiętnik nastolatki (z dziwnym psem)

Główna bohaterka, Sandra, to chodzący szablon:

  • Zwykła nastolatka z niezwykłą przeszłością (brzmi znajomo, prawda?).

  • Sierota, której losy owiane są tajemnicą.

  • Właścicielka nadzwyczaj inteligentnego pupila o imieniu Triskel (fani Teen Wolf – czy to nie brzmi jak zbieg okoliczności?).

Jej życie to monotonia: dom-szkoła-przyjaciółki. Ale spokojnie, autorka zadbała o atrakcje. W szkole pojawia się trójka nowych, „dziwnych” uczniów: Klaudia, Artur i Wiktoria. Uwaga, spoiler schematyczny: 

Niezwykle przystojny Artur i Sandra od razu czują do siebie unikalną więź. Będą parą? No kto by się spodziewał! Oczywiście nowi uczniowie wcale nie są normalni, ale to już zostawię Wam do odkrycia.

Steven, dlaczego mi to robisz?

A teraz czas na narzekanie (to wyżej to była tylko rozgrzewka). Jest jedna rzecz, której w polskich książkach nie potrafię zrozumieć. Dlaczego autorzy osadzający akcję w Polsce nadają bohaterom zagraniczne imiona?! Szlag jasny mnie trafia, gdy czytam o polskich realiach, a nagle wyskakuje mi Steven, Corin czy Discordia (okej, Discordię jako imię "przedwieczne" jeszcze przełknę). Ale Steven? W Polsce? Po co? To kompletnie wybiło mnie z rytmu. Boże widzisz, a nie grzmisz.

Anioły i róża na okładce

Autorka ma lekkie pióro, choć narracja bywa momentami równie monotonna, co życie Sandry przed poznaniem Artura. Czytało się szybko, dopóki nie potykałam się o te nieszczęsne imiona. W tle mamy motyw aniołów, ale nie chcę spoilerować szczegółów. Wizualnie – okładka jest niepozorna i delikatna. Symbolika róży jest widoczna na pierwszy rzut oka i wiadomo, że odegra istotną rolę.

•••

Werdykt: Ciekawość wygrywa z logiką

Reasumując, nie jest to książka wybitna. To lekkie czytadło, które przyjemnie wypełnia czas, o ile przymkniecie oko na schematy i "amerykańskie" wstawki w polskim krajobrazie. Mimo narzekania, z czystej ciekawości sięgnę po kolejną część. Mam cichą nadzieję, że autorka przestanie uszczęśliwiać nas zagranicznymi imionami w nadwiślańskich realiach. Polecam wyrobić sobie własną opinię – być może Wy dostrzeżecie w niej potencjał, który mi umknął.

🕵🏻‍♀️ Szkoła, tajemniczy chłopak i imiona nie z tej ziemi.

Sara Kałecka

Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz
  1. Chyba sobie odpuszczę. Czuję, że nie spodobałaby mi się :)
    Pozdrawiam,
    Od książki strony

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ślicznie za recenzję! Każda opinia na temat mojej książki to kolejna motywacja do dlaszego pisania i zdobywania doświadczenia, chętnie czytam, co ludzie sądzą o książce. To sprawia, że wiem, w którym kierunku należałoby poprawić się. Cieszy mnie fakt, że również sięgniesz po kolejną część.
    Pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń