Szukam zakładki...
Signum Sanguinem. Naznaczeni - Puzzle, które w końcu do siebie pasują.

Signum Sanguinem. Naznaczeni - Puzzle, które w końcu do siebie pasują.

10/25/2018
Czy zdarzyło Wam się kiedyś czytać serię książek, która przypominała skomplikowaną układankę? Na początku widzicie tylko poszczególne elementy: tu kawałek nieba, tam fragment twarzy, gdzie indziej zarys budynków. Wszystko jest fascynujące, ale nieco chaotyczne i trudne do objęcia wzrokiem. Czytacie kolejne tomy, a obraz powoli zaczyna się wyłaniać, choć wciąż brakuje Wam tych kilku kluczowych elementów, by zrozumieć całość. Seria Signum Sanguinem to dla mnie właśnie taka literacka łamigłówka. To historia zagmatwana, wielowarstwowa i wymagająca skupienia. Ale ten konkretny tom jest jak znalezienie instrukcji obsługi. To moment, w którym autorka mówi: „Usiądźcie, teraz pokażę Wam, jak to się wszystko zaczęło”. Ten zabieg – cofnięcie się do czasów, gdy bohaterowie nie byli jeszcze świadomi swoich mocy – okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu chaotyczna układanka wreszcie zmieniła się w spójny, dopięty na ostatni guzik obraz.

Signum Sanguinem. Naznaczeni

Evanna Shamrock, 2018 | Urban Fantasy, Young Adult & New Adult

Ridero 309 stron
Czy zdarzyło Wam się kiedyś czytać serię książek, która przypominała skomplikowaną układankę? Na początku widzicie tylko poszczególne elementy: tu kawałek nieba, tam fragment twarzy, gdzie indziej zarys budynków. Wszystko jest fascynujące, ale nieco chaotyczne i trudne do objęcia wzrokiem. Czytacie kolejne tomy, a obraz powoli zaczyna się wyłaniać, choć wciąż brakuje Wam tych kilku kluczowych elementów, by zrozumieć całość. Seria Signum Sanguinem to dla mnie właśnie taka literacka łamigłówka. To historia zagmatwana, wielowarstwowa i wymagająca skupienia. Ale ten konkretny tom jest jak znalezienie instrukcji obsługi. To moment, w którym autorka mówi: „Usiądźcie, teraz pokażę Wam, jak to się wszystko zaczęło”. Ten zabieg – cofnięcie się do czasów, gdy bohaterowie nie byli jeszcze świadomi swoich mocy – okazał się strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu chaotyczna układanka wreszcie zmieniła się w spójny, dopięty na ostatni guzik obraz.
"Twoje cierpienie skończy się wtedy, kiedy zechcesz, żeby się skończyło."

Muzyk, telepatia i sekrety

Ten tom odkrywa przed nami nieznane losy Naznaczonych. Poznajemy ich w momencie, gdy ich moce były jeszcze w powijakach. Jako pierwszy na tapet trafia Kamil. Z poprzednich tomów wiemy, że był liderem grupy, ale tutaj widzimy go jako zwykłego chłopaka. Jego życie składało się głównie z muzyki, słyszenia myśli innych i rozmów z dziadkiem. Mamy tu też wątek jego orientacji oraz epizod z gangiem (choć Kamil wcale nie był taki "zły", jak mogłoby się wydawać). Przyznaję jednak szczerze: jego historia zaciekawiła mnie nieco mniej niż pozostałe. Była poprawna, ale brakowało jej tego "czegoś".

"Pieniądze nie są szczęściem, tylko środkiem do jego uzyskania."

Bogaty buntownik i głos rozsądku

Znacznie ciekawiej wypada Eliasz. To chłopak wychowany w hermetycznym środowisku. Bogaci rodzice, wieczna pogoń za pieniądzem i presja przejęcia rodzinnej firmy – to była jego codzienność. Eliasz jest troszkę buńczuczny, ale w głębi serca dobry. Kluczową rolę w jego przemianie odgrywa Józefina. To ona wywiera na niego pozytywny wpływ, sprawia, że chłopak zaczyna wierzyć w swoje możliwości i "popycha" go w dobrą stronę. To klasyczny motyw odnajdywania własnej ścieżki wbrew oczekiwaniom rodziny.

"Dorośli byli tymi, którzy najbardziej psuli swoje życie, a mimo sporego doświadczenia ciągle wpadali w to samo bagno..."

Haker i poliglotka – duet idealny

Na deser zostawiłam najlepsze: Aggie i Maksa. Ta dwójka to absolutne złoto tej książki. Poznali się przez przypadek, a połączyła ich niezwykła, czysto platoniczna więź (niczym rodzeństwo). Oboje mają bardzo podobne, komplementarne dary:

  • Aggie: Rozumie języki ludzkie.

  • Maks: Rozumie języki komputerowe i programowania. Ich historia najbardziej zapadła mi w pamięć. To ich szukano najdłużej i to oni najciekawiej (choć niekoniecznie zgodnie z prawem) wykorzystali swoje talenty. To najbardziej dynamiczny wątek w tym zbiorze.

Wisienka na torcie

Celowo nie rozpisuję się zbyt mocno o charakterach, bo w tej serii każdą postać łączy więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Ten tom to wisienka na torcie dla fanów uniwersum. Wyjaśnia genezę Naznaczonych i pozwala poznać bohaterów od tej "ludzkiej", początkowej strony. Być może nie jest to emocjonalna bomba czy przygoda życia, ale stanowi świetne, merytoryczne uzupełnienie całej serii. Autorka ma dar do tworzenia pokrzywdzonych postaci – niemal każdy tutaj ma jakieś życiowe ubytki, co czyni ich autentycznymi.

•••

Werdykt: Dla tych, co lubią łączyć kropki

Wizualnie – okładka jest bardzo minimalistyczna. Ogranicza się do czarnej postaci na tle wschodu słońca (uznajmy, że to wschód, skoro to geneza!). Reasumując, czytało mi się świetnie i szybko. To pozycja obowiązkowa, by zrozumieć, jak wszyscy dowiedzieli się o swoim przeznaczeniu. Polecam tę książkę (i całą serię) osobom, które lubią troszkę pomyśleć i pomyszkować podczas czytania. Tutaj nic nie jest oczywiste, a satysfakcja z odkrywania powiązań jest ogromna.

🦾Początki supermocy w polskim wydaniu.

Sara Kałecka

Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz