Modlitwy krwią pisane
Fabuła to splot kilku historii, które łączą się ze sobą w powojennej Ameryce. Wszystko zaczyna się od Willarda, weterana wojennego. Gdy jego żona, Charlotte, zapada na ciężką chorobę, mężczyzna zmienia się w prawdziwego religijnego fanatyka. Biedny Arvin, jego syn, jest zmuszony uczestniczyć w krwawych i szalonych rytuałach ojca. Ogólnie bardzo nie lubię motywów religijnych w takim wydaniu, więc ten wątek mocno mnie męczył. Kiedy akcja skupia się na dorosłym Arvinie (wychowywanym przez babcię), robi się odrobinę ciekawiej. Zmienia się on w przystojnego, cichego, ale porywczego mężczyznę. Polubiłam go – to w gruncie rzeczy dobry chłopak, który po prostu nie miał w życiu dobrego przykładu.
Mordercy bez wyrazu
Na drugim biegunie mamy Carla i Sandy. Ta dwójka to dopiero "nieźle popaprani" bohaterowie – para seryjnych zabójców z pokaźnym portfolio ofiar. Brzmi intrygująco? Teoretycznie tak. W praktyce jednak nie skupiam się na bohaterach zbyt mocno, bo byli po prostu rozczarowujący. Moje oczekiwania co do ich psychologii czy brutalności zupełnie się nie spełniły. Byli dla mnie po prostu kolejnymi elementami tej układanki, które nie wzbudziły większych emocji.
Sztywne dialogi i brak klimatu
Największym problemem tej książki jest jednak styl. Pióro Donalda Raya Pollocka jest bardzo przeciętne. Język jest lekki, ale dialogi są nienaturalnie sztywne. Zupełnie nie czułam klimatu amerykańskiego południa czy grozy, którą obiecywał opis. Jestem trochę zła, bo liczyłam na coś mocnego, a momentami po prostu się nudziłam. Motyw fanatyzmu religijnego miał potencjał, ale został potraktowany w sposób, który mnie nie przekonał. Autor nie potrafił wciągnąć mnie w ten świat, nie budował napięcia, a ja nie czytałam tego z zapartym tchem.
Gwiazdorska obsada to nie wszystko
Wspomnę jeszcze o nadchodzącej ekranizacji, nad którą pracuje Antonio Campos. Nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Sprawdziłam obsadę i przyznaję – to właśnie te gwiazdorskie nazwiska najbardziej mnie skusiły. Na pewno obejrzę film, mając nadzieję, że aktorzy wyciągną z tej historii więcej niż autor książki. Bo umówmy się – pierwowzór literacki, mimo przystępnego pióra, nie oferuje zbyt wiele. Szału nie ma. To zwykła, troszkę nudnawa książka z mdłymi postaciami.
Werdykt: Emocje jak na grzybach
Reasumując, muszę to powiedzieć wprost: ta książka była bardzo nijaka. Nie było tu nic mocnego ani wciągającego. Doczytałam ją szybko, ale bez przekonania i przyjemności. Emocje były tu „troszkę jak na grzybach”, więc na napięcie nie liczcie. Jedyny plus to interesująca, nietypowa okładka, która działa na korzyść wydania. Ale to za mało. Mnie ta historia nie kupiła i szczerze mówiąc – nie polecam. To nie było to, co nam obiecano.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)

Komentarze: