"Kto ma wiedzę, ten ma władzę."
Roztrzepana podróżniczka i złamane serce
Gwendolyn Shepherd to postać, do której przywiązałam się już w pierwszym tomie. Jako ostatnia zamyka Krąg Dwunastu, ale mimo braku przygotowania, radzi sobie świetnie i szybko się uczy. To jednak przede wszystkim nastolatka, której oprócz magicznego genu, doskwierają typowo przyziemne problemy – na czele ze złamanym sercem. Gwenny jest specyficzna: roztrzepana, chaotyczna, ale właśnie za to ją polubiłam. Szczerze przeżywałam jej rozterki. W jej życiu wszystko jest zagmatwane, ale ta bohaterka udowadnia, że nawet w chaosie można znaleźć siłę.
"Ci, których kochamy, nie umierają, bo miłość jest nieśmiertelna."
Snob, który zyskał przy bliższym poznaniu
Gideon de Villiers odgrywa tu znacznie ważniejszą rolę niż w poprzednich częściach. Muszę przyznać, że w moich oczach zyskał – przestał być aż takim snobem, a jego potencjał został w końcu wykorzystany. Relacja między nim a Gwen była dla mnie oczywista, nieco pokraczna, ale urocza. Mimo że znamy go od trzech tomów, wciąż mam wrażenie pewnego niedosytu. Brakuje mi głębszego uzupełnienia jego portretu psychologicznego, jakbym wciąż wiedziała o nim nieco za mało.
"Zostańmy przyjaciółmi - ten tekst to już doprawdy był szczyt. Na pewno za każdym razem gdy ktoś wypowiada te słowa, gdzieś na świecie umiera jedna nimfa."
Finał w miesiąc
To, co mnie uderzyło, to kondensacja czasu. Wydarzenia z całej trylogii obejmują zaledwie około miesiąca z życia Gwendolyn! To sprawia, że dynamika relacji i zdarzeń nabiera innego wymiaru. Zakończenie serii jest słodko-gorzkie. Z jednej strony sprawiło, że się uśmiechnęłam (było zaskakujące!), z drugiej – autorka zostawiła nas z czymś w rodzaju otwartego zakończenia. Nie wiemy dokładnie, jak potoczyły się ich dalsze losy, co jest dla mnie nieco frustrujące, bo chętnie poczytałabym o nich więcej.
"Mając takie suknie, właściwie trzeba by złożyć wniosek o własny kod pocztowy."
Lekkość i... ruda małpa
Styl Kerstin Gier nieustannie mnie zachwyca. Pisze lekko i przyjemnie, a akcja nie zwalnia tempa, prąc do finiszu. Autorka pamiętała o wyjaśnieniu wątków, które wcześniej wydawały się brać znikąd. Bardzo lubię też wplatanie w dialogi obcojęzycznych zwrotów (francuski, łacina), co dodaje klimatu. Postacie drugoplanowe są świetne – moją ulubienicą pozostaje niezrównana Madame Rossini. Z kolei Charlotta... cóż, to ruda małpa, która drażniła mnie od pierwszej do ostatniej strony.
Werdykt: Idealne zwieńczenie
Reasumując, „Zieleń Szmaragdu” to świetna, wciągająca trylogia. Choć piszę to nieco chaotycznie, bo emocje są wciąż żywe, jestem zachwycona. To było moje pierwsze książkowe spotkanie z motywem podróży w czasie i chcę więcej. Okładki całej serii są piękne (szczególnie ta niebieska), a bohaterowie – barwni i zapadający w pamięć. Teraz czas na filmy, by sprawdzić, ile czerpią z oryginału. Szczerze polecam każdemu, kto szuka lekkiej fantastyki z wątkiem romantycznym.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)

Komentarze: