"To, że miłość nie wygląda tak, jakbyś tego chciała, nie znaczy, że jej wokół ciebie nie ma."
Tytułowa bohaterka w tle
Największym problemem tej powieści jest to, że tytuł wprowadza w błąd. Spodziewałam się historii Avy – dziewczyny, która urodziła się ze skrzydłami. Zamiast tego dostałam rozciągniętą w czasie sagę rodzinną. Zanim w ogóle dotarłam do Avy, musiałam przebrnąć przez losy jej babki, Emilienne (kobiety zgorzkniałej i nieszczęśliwej), oraz matki, Vivianne, którą miłość wręcz zniszczyła. Obie te historie, choć momentami poruszające, miały być tylko wstępem, a zajęły lwią część książki.
Kiedy w końcu na scenę wkracza Ava, autorka niesprawiedliwie spycha ją na drugi plan. Miała potencjał na bycie niezwykłą, silną bohaterką, a stała się tłem we własnej opowieści. Ciekawiej wypadł nawet jej brat bliźniak, Henry – postać specyficzna, milcząca, ale wrażliwa na świat w nietypowy sposób.
"Miłość, jak powszechnie wiadomo, kieruje się własną logiką, za nic mając nasze plany czy zamiary."
Fanatyk i nuda
Jedyną postacią, która wzbudziła we mnie silne (choć negatywne) emocje, był Nathaniel Sorrows. To religijny fanatyk, postać oślizgła i niebezpieczna. Jego obsesja i chorobliwa pobożność wprowadzały element grozy, który na chwilę wybudzał z letargu.
Niestety, reszta to monotonia. Akcja rozciągnięta na pół wieku (1904-1959) sprawia, że narracja jest potwornie nierówna. Styl autorki, który miał chyba aspirować do realizmu magicznego, dla mnie okazał się po prostu nużący. Miałam wrażenie, że Walton nie miała pomysłu na poprowadzenie wątku Avy, więc "zapchała" strony historią jej przodkiń. Brakowało mi tempa, konkretów i skupienia się na tym, co w tej książce było najciekawsze – czyli na skrzydlatej dziewczynie.
Forma ponad treścią
Muszę oddać sprawiedliwość wydaniu – jest przepiękne. Minimalistyczna okładka ze złotymi tłoczeniami to małe dzieło sztuki, które będzie ozdobą każdej biblioteczki. Szkoda tylko, że w tym przypadku forma przerosła treść. To smutny przykład książki, którą lepiej się ogląda, niż czyta.
Werdykt: Rozczarowujący debiut
Reasumując, „Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender” to dla mnie wielkie rozczarowanie. Miało być magicznie i o Avie, a wyszło smutno, powoli i głównie o jej babci. Historia jest przewidywalna i pozbawiona dynamiki. Jeśli szukacie sagi o nieszczęśliwych kobietach – może się Wam spodobać. Jeśli liczycie na fantastykę o dziewczynie ze skrzydłami – odradzam.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)
Komentarze: