"Każdy z nas musi znaleźć swoją drogę, swój kompas, by iść ścieżką, która prowadzi we właściwym kierunku."
Syndrom ratownika i emocjonalna huśtawka
Główny bohater, Marshall, to postać, z którą mam spory problem. Teoretycznie to facet z bagażem doświadczeń, ale w praktyce zachowuje się jak niezdecydowany chłopiec. Cierpi na nieznośną przypadłość wtykania nosa w nieswoje sprawy i ratowania ludzi na siłę, nawet gdy oni tego nie chcą. Miewa przebłyski bycia dobrym przyjacielem, ale przez większość czasu jego decyzje budziły we mnie raczej niechęć niż sympatię.
Jeszcze gorzej wypada Sara. To bohaterka skrajnie niezrównoważona – mówi jedno, robi drugie, a myśli trzecie. Jest jak kula u nogi, która ciągnie Marshalla na dno. Rozumiem, że została pokrzywdzona przez los i współczuję jej traumy, ale jej toksyczność sprawiała, że nie dało się jej lubić.
"Historia każdego człowieka to zbiór kolorów, od tych najjaśniejszych do tych najciemniejszych. I złudne jest, że to my jesteśmy malarzami."
Galeria antypatycznych postaci
Drugi plan niestety nie ratuje sytuacji. Matt, brat Sary, to typowy egoista ślepy na wszystko dookoła – postać, która jest, bo jest. Jace to z kolei modelowy przykład aroganta, którego ma się ochotę udusić (choć tu akurat podejrzewam, że taki był cel autorki i został on osiągnięty). Z kolei Emily to postać zupełnie bez wyrazu – naiwna, uległa i mdła, służąca jedynie za tło. Nagromadzenie tak irytujących charakterów w jednej książce to dla mnie za dużo.
"Sara była jak dziki ptak, który został uwięziony w klatce. Można było go podziwiać, ale tylko nielicznym dawała się do siebie zbliżyć."
Fabularny bałagan
Największym grzechem tej powieści jest jednak chaos. Fabuła po prostu się nie klei. Miałam wrażenie, że czytam zlepek przypadkowych scen, a nie przemyślaną historię. Zamiast dynamiki dostałam zamieszanie, w którym momentami trudno się było połapać. Jedynym plusem jest styl autorki – Haner ma lekkie pióro, dzięki czemu przez ten bałagan brnie się w miarę szybko, mimo że treść pozostawia wiele do życzenia.
Wizualnie jest poprawnie – kolorystyka okładki cieszy oko, choć motyw roznegliżowanego mężczyzny trąci już myszką i trendami sprzed kilku lat. Fajnym dodatkiem, który zapadł mi w pamięć, jest dołączona playlista – to mały, ale miły akcent.
Werdykt: Bolesne rozczarowanie
Reasumując, „Zapomnij o mnie” zostawiło mnie ze smutkiem i niedosytem. Zamiast emocjonującego romansu dostałam chaotyczną opowieść z bohaterami, którzy działają na nerwy. Bardzo żałuję, że tak wyszło, bo wiem, że autorkę stać na wiele więcej. Mam nadzieję, że to tylko jednorazowe potknięcie.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)

Komentarze: