Powrót do Jaskółki
Licząc na ciąg dalszy historii, nie spodziewałam się, że zaczniemy od początku. ZNOWU. Tym razem jednak poznajemy wydarzenia z perspektywy Wołodii, podczas gdy wcześniej to Jura był na pierwszym planie. Powrót do już znanych scen w nowym ujęciu okazał się dość osobliwy.
Początkowe rozdziały są jak przyspieszone przypomnienie tego, co już znamy, ale przedstawione w wyraźnie bardziej melancholijnym tonie. Zresztą mam wrażenie, że cały tom jest taki bardziej nostalgiczny, przygaszony.
Śledziliśmy coś, co wydawało się pełne słońca i młodzieńczych nadziei, energii i szczęścia, żeby uderzyć w mur. I to taki, który nie upadł w 1989 roku...
Śledziliśmy coś, co wydawało się pełne słońca i młodzieńczych nadziei, energii i szczęścia, żeby uderzyć w mur. I to taki, który nie upadł w 1989 roku...
Wołodia od samego początku torpeduje nas ogromem emocji, które dla młodego chłopaka są trudne do przeskoczenia - odczuwa pociąg do mężczyzn, który uaktywniony prowadzi do samobiczowania psychicznego i krzywdy fizycznej. Czuje się on samotny i niezrozumiały przez społeczeństwo. Uważa, że coś z nim nie tak i że zasługuje na potępienie.
Czytanie tego jest przykre na bardzo wielu płaszczyznach.
💢 Niska świadomość społeczna. Ciężko wierzyć we własną normalność, gdy wszyscy dookoła twierdzą inaczej. Informacje płynące z mediów są negatywne (np. o pladze AIDS w kręgach osób homoseksualnych), a tolerancja praktycznie zerowa. Jedyną nadzieją są terapie, które mają pomóc z "problemem". Wołodia ma zamiar wziąć w niej udział.
💢 Samotność wśród ludzi. Między wydarzeniami z Jaskółki, a tymi w końcowych rozdziałach zieje przepaść licząca kilkadziesiąt lat. Przez cały ten czas ludzie którymi otacza się Wołodia jest wielu, ale tych, przy których może być sobą, są ze dwie. Ciągłe noszenie masek, kłamanie, szukanie wymówek, próby dopasowywania się, mogą być męczące i wprawiające w jeszcze większą samotność...
Oś życia
Tutaj jest na odwrót. Rozstrzał czasowy to jakieś dwadzieścia lat. Kontakt między bohaterami jest praktycznie zerowy, żyją oni bardziej swoimi wspomnieniami tego jednego lata. No i co nam to pokazuje?
Z jednej strony można powiedzieć - no, ile można żyć wspomnieniami z młodości?
Z drugiej strony jest to dość prawdopodobny scenariusz. Urwanie kontaktu, przeciętne lata życia w których dzieją się zwykłe rzeczy i wracanie do myśli o czasach w których człowiek był szczęśliwy. Być może to jest ten powód dla którego ta dylogia mnie kupiła - bo nie przedstawia tego słodkiego scenariusza w którym wszystko układa się znakomicie (poza tymi paroma przeszkodami, aby nie wzbudzić podejrzeń u czytelników), a postacie nie wpadają na siebie przypadkowo gdzieś na ulicach dużego miasta, żeby pociągnąć fabułę do przodu. Wszystko ma tutaj swój czas, dojrzewa, nabiera siły, a i tak jest zaplątane w codzienność.
Polecajka!
Poza tym spotkaniem pomiędzy Jurą, a Wołodią na które się czeka, codziennością bez wielkiego wow i tym całym smutkiem wtłoczonym w kolejne rozdziały, jest coś jeszcze - droga. Droga do samoakceptacji, odnajdywanie siebie i życia zgodnie z własnymi potrzebami. Jest to też trudna lekcja rewidowania osób nazywających się przyjaciółmi.
No i co mogę więcej dodać jak już się tak rozpisałam? Była to naprawdę przyjemna przygoda. Z dużą ilością opisów, długą osią czasu i zwyczajnością w której kryje się magia.
Pozdrawiam, Klaudia ❤
Pozycja z którą warto spędzić popoludnie

Klaudia Cybulska
Pochłaniam wiedzę i historie. Na blogu znajdziesz szczere recenzje (od perełek po gnioty), relacje z podróży i szczyptę lifestyle’u. Wpadnij do mojego świata! 🌍📖
Więcej o autorze

Komentarze: