"Jesteś jedynym niebem, które dla mnie istnieje Rachel. A nawet gdybyś była piekłem, grzeszyłbym całe moje życie, żeby tylko być z Tobą."
Gdzie się podziała tamta Rachel?
Muszę to powiedzieć głośno: bohaterowie zmienili się w moich oczach. O ile Malcolm trzyma poziom, to Rachel stała się osobą zbyt uległą i zależną od partnera. Straciła swoją pewność siebie, co psuje dynamikę, którą autorka wykreowała na początku ich historii. Rachel zrobiła się po prostu irytująca. Nie potrafiła ogarnąć swoich uczuć, a jej zachowanie trąciło desperacją, co jest aż nienaturalne po zaledwie paru tygodniach znajomości. Rozumiem miłość, ale dziewczyno – trochę godności!
"Miłość jest równie zmienna, jak niebo czy ocean: nie znika, ale nie zawsze jest słoneczna, czysta czy spokojna."
Malcolm Saint – ideał z przeszłością
Na szczęście jest on. Malcolm. Dalej go uwielbiam! Nawet to, że doprowadzał Rachel do skrajnych stanów, miało swój urok. Uczucie, które ich łączy, z całą pewnością nie jest "zwykłą" miłością. Bardzo podoba mi się to, jak Saint traktuje Rachel – robi to z ogromnym szacunkiem i uwielbieniem. Mimo swojej bujnej przeszłości (w końcu tytuł zobowiązuje), był jej wierny i za wszelką cenę pragnął tylko jej. Kto nie chciałby takiego mężczyzny?
"Powiedziałaś mi kiedyś, że pragniesz, aby świat znieruchomiał. Że potrzebujesz do tego bezpiecznego miejsca. Chcę być dla ciebie tym miejscem."
Zazdrość i głos rozsądku
Autorka świetnie odmalowała klimat Chicago. Miasto jest przychylne Saintowi i jego firmie M4, ale do Rachel podchodzi różnie. Mężczyźni się za nią oglądają, ale kobiety plują jadem. Nie aprobują ich związku, bo – powiedzmy sobie szczerze – najzwyczajniej w świecie jej zazdroszczą.
W tej części moją ulubienicą została jednak postać drugoplanowa – Gina. Choć pojawiała się rzadko, skradła moje serce swoją lojalnością wobec przyjaciółek i opanowaniem. W świecie pełnym zbędnych emocji była głosem rozsądku.
Werdykt: Finał ratuje sprawę
Prawdziwa ekscytacja nadeszła dopiero pod koniec, gdy akcja przybrała bardzo korzystny obrót. Z całą pewnością Katy Evans zafundowała nam sporą dawkę emocji. Autorka pisze lekkim i zrozumiałym językiem, co jest ogromnym plusem – książkę czyta się błyskawicznie. Widać serce i energię, jakie wkłada w opisy miejsc i relacji.
Podsumowując: „Manwhore +1” to opowieść o tym, że wybaczenie to najsilniejsza broń, jaką możemy się posługiwać. Moje spekulacje odnośnie ich związku w większości się spełniły, co sprawiło mi dużą frajdę. Czy to żarliwa miłość, czy desperackie pożądanie? Tego musicie dowiedzieć się sami. Mimo wad Rachel – autorka Was nie zawiedzie.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze
![Konkurs z okazji 1,000 wejść! [ZAKOŃCZONY]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiQDFu1whJZOm6-8uZuIcK9cn3dCztHC_pVqUOAW-rskbFUmIDnXMi-mHcsD8FOtvRPkmMUNfr3iPGEfsL61QcvHCJ6bIdfAbKyGhJvyWACQIgHlhyphenhyphenEbssDs3ZP_jfMz8CNauaLntIaFjc/s400/czerwona-krolowa-b-iext37873347.jpg)

Moim zdaniem, pierwszy tom był zdecydowanie lepszy i pełen emocji. Z kolei "Manwhore+1" był monotonny i przewidywalny. Co nie zmienia faktu, że nadal darzę ogromną sympatią Malcolma :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Zgadzam się z tobą, faktycznie mało inicjatywy było trzeba włożyć w rozkminienie dalszych działań. Tak Malcolm to ideał *-*
UsuńPozdrawiam ciepło,
Sara
Nie czytałam tego i chyba nie zamierzam bo z tego co tu przeczytałam to erotyk, a ja takich książek nie czytam. Pozostanę przy świecie fantasy 😄 ale recenzja jak zawsze 😍😍😍😍 wiesz, że kocham czytać twoje recenzję 😘😘😘
OdpowiedzUsuńA może spróbuj? Czasem historie w nocy opisane wcale nie są takie erotyczne ^^ dziękuję, to bardzo mile z twojej strony ❤❤❤
UsuńJakoś mnie to nie interesuje 😉 może jeszcze nie jestem gotowa na takie książki 😉 może kiedyś się przekonam 😃😄
UsuńBardzo dobra seria, jestem naprawdę miło zaskoczona :)
OdpowiedzUsuńMnie też się podoba, mam nadzieję, że na kolejnej części się nie zawiedziemy :)
Usuń