Szukam zakładki...
Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Valerian i Miasto Tysiąca Planet

11/29/2017
Przeglądając wczoraj czeluścia internetu, trafiłam na film, który mignął mi kiedyś w kinie, ale przepadł w starciu z innym tytułem (przyznam bez bicia: wtedy wygrała Annabelle). Wzięłam go niemal w ciemno, bez sprawdzania obsady. Wyobraźcie sobie moje totalne zdziwienie, gdy na ekranie zobaczyłam Rihannę! To był strzał w dziesiątkę. Film kupił mnie całkowicie, choć na co dzień nie mam wielkiej słabości do kosmicznych motywów.

Valerian i Miasto Tysiąca Planet

Luc Besson, 2017 | Sci-Fi

Canal+ / CDA Premium 137 minut
Przeglądając wczoraj czeluścia internetu, trafiłam na film, który mignął mi kiedyś w kinie, ale przepadł w starciu z innym tytułem (przyznam bez bicia: wtedy wygrała Annabelle). Wzięłam go niemal w ciemno, bez sprawdzania obsady. Wyobraźcie sobie moje totalne zdziwienie, gdy na ekranie zobaczyłam Rihannę! To był strzał w dziesiątkę. Film kupił mnie całkowicie, choć na co dzień nie mam wielkiej słabości do kosmicznych motywów.

On się stara, ona rządzi

Para głównych bohaterów to duet, który od razu zdobył moje serce.

  • Valerian (Dane DeHaan) – odrobinę pyszałkowaty gburek, ale widać, że to romantyczny uparciuch. Jest władczy w swoich staraniach, ale...

  • Laureline (Cara Delevingne) – o, ona to dopiero harda sztuka. Wyszczekana, inteligentna bestia, która nie daje sobie w kaszę dmuchać.

Choć Valerian dwoi się i troi, Laureline z premedytacją daje mu do zrozumienia, że nic nie jest podane na tacy. Ten dynamiczny wątek "kto kogo goni" działa doskonale i sprawia, że płynie się przez seans.

Wizualna uczta

Fabularnie nie jest to może najbardziej odkrywcza historia wszech czasów – walka międzygalaktyczna to temat klasyczny. Ale Valerian wyłamuje się z tej typowości dzięki zagmatwanej intrydze dotyczącej tytułowego miasta. Zżerała mnie ciekawość, by poznać finał. Całość jest zrealizowana w sposób "lekki jak piórko", a wizualnie to po prostu uczta dla oczu.


Werdykt: Chcę ciągu dalszego!

Niektóre postacie były wręcz wrzodem na tyłku (ach, ten oślizgły typ Jolly The Pimp!), ale ogólny bilans jest mocno na plus. Mam jednak mieszane uczucia co do zakończenia. Jest ciekawe, ale... jako widz nie dowiedziałam się, co stało się z bohaterami potem. To irytujące w ten dobry sposób, bo aż prosi się o kontynuację!

Reasumując: Jeżeli szukacie nieprzewidywalnego sci-fi, które ma zadziorną główną bohaterkę i chwytliwy humor, Valerian trafia na listę ulubionych.

🪐 Kosmiczni agenci, spektakularne efekty i Rihanna w roli zmiennokształtnej.

Sara Kałecka

Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz
  1. Niestety film nie w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam film jakiś czas temu, byłam zachwycona bo uwielbiam sci-fii ale jeśli mam być szczera to film był "taki sobie". :/

    Pozdrawiam,
    lunafisher.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Film wydaje mi się ciekawy. Może kiedyś skuszę się na niego.

    Pozdrawiam
    https://ksiazki-czytamy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie filmy, więc mam go w planach ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Słyszałam, że graficy w tym filmie wykonali niesamowitą pracę, jestem ciekawa efektów, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie obejrzałam filmu, będę mogła ocenić PO fakcie ;) zapisuje do listy filmów :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Raczej nie oglądam filmów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety nie dla mnie, w dodatku moi znajomi szczerze odradzali, więc odpuszczę sobie Valerian :(
    Book Beast Blog

    OdpowiedzUsuń
  9. Film nie dla mnie, zresztą nawet nie oglądam filmów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oglądałam! Na początku był fajny, ale ogółem bez szału :-)

    OdpowiedzUsuń