"Nawet najlepszy przyjaciel prędzej czy później was zdradzi, żeby ratować swoje zasrane dupsko. Wierzycie w swoje więzi… Dobrze! Ale uwierzcie też, że wojna to nie zabawa. Trzeba będzie dokonywać trudnych moralnie wyborów. Szykujcie się na to. Na dzisiaj tyle – poszedł po swoje rzeczy."
Samotniczka w Akademii
Główna bohaterka, Ann, uczy się w Akademii w klasie wojennej. To typ samotniczki (nie z wyboru), która jako wychowanka Wielkiego Mistrza odstrasza rówieśników. Wydaje się postacią z potencjałem i szeroką perspektywą. Jej przeciwieństwem jest Diana – przyjaciółka, która kompletnie nie pasuje do surowych realiów klasy wojennej. O reszcie bohaterów (w tym o zaborczym Wielkim Mistrzu) nie mogę powiedzieć prawie nic. Nie mieliśmy okazji ich poznać, bo autorka nam na to nie pozwoliła.
"Czyż to nie wspaniałe słowa? Wówczas obiecałam sobie, że odtąd moimi wartościami w życiu będą skromność, posłuszeństwo i przyziemność. Nigdy nie stanę się egoistką i osobą chełpiącą się swoimi umiejętnościami. Nigdy!"
Pośpiech gorszy niż cenzura
Ta książka miała naprawdę spory potencjał. Niestety, mam wrażenie, że autorce zabrakło cierpliwości. Zamiast pełnokrwistej powieści, dostaliśmy szkic lub opowiadanie, wydane chyba nieco na siłę. Gdyby nie pośpiech, ta historia mogłaby przerodzić się w coś naprawdę fajnego. A tak? Czuję niedosyt i irytację.
"Słaby zawsze pozostanie słabym, a wy zmarnujecie swoją energię na wygłaszanie uspokajających słów, choć ta siła mogła przysłużyć się walce i zwycięstwu."
Zakończenie, którego nie było
Finał wkurzył mnie totalnie. I nie, to nie był efektowny cliffhanger. To było zwykłe urwanie tematu w połowie zdania. Bezsensowne i irytujące. Tak się po prostu nie robi czytelnikowi. Wizualnie – okładka jest ładna, ale nijak ma się do treści. Połowa zdziwionej twarzy nie mówi nam nic o fabule (klasa wojenna? Akademia?).
Werdykt: Demo zamiast pełniaka
Reasumując, Paula Bartkowicz stworzyła ciekawe uniwersum, ale realizacja leży. Ocenę mocno zaniża fakt, że mogło być o wiele, wiele lepiej. Polecam to tylko na bardzo luźne popołudnie – całość czyta się krócej niż godzinę. Mam nadzieję, że autorka zdecyduje się kiedyś rozwinąć ten projekt, bo pomysł był dobry.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

![Konkurs z okazji 1,000 wejść! [ZAKOŃCZONY]](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiQDFu1whJZOm6-8uZuIcK9cn3dCztHC_pVqUOAW-rskbFUmIDnXMi-mHcsD8FOtvRPkmMUNfr3iPGEfsL61QcvHCJ6bIdfAbKyGhJvyWACQIgHlhyphenhyphenEbssDs3ZP_jfMz8CNauaLntIaFjc/s400/czerwona-krolowa-b-iext37873347.jpg)

Może dam szansę tej książce. ;)
OdpowiedzUsuńNiby długość kusi bo przeczytanie tego zajmie max 30minut ale skoro mówisz że wydaje się takie niedopracowane to chyba szkoda nawet tej pół godziny. Ja nigdy nie rozumiałam po co autorzy w ogóle wydają takie pojedyncze opowiadania, już lepiej trochę poczekać i wydać zbiór. No bo tak jak wspomniałaś - powieścią tego nie można nazwać...
OdpowiedzUsuń180 stron to bardzo mało, ale raczej nie skuszę się na tę pozycję :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Od książki strony
W tej chwili skupiam się na innych gatunkach.
OdpowiedzUsuńHmm, też raczej nie dla mnie, chociaż jak jest taka krótka to może kiedyś przeczytam.
OdpowiedzUsuńMiałam się skusić na tę lekturę, ale ostatecznie zrezygnowałam i widzę, że postąpiłam właściwie. Raczej na pewno byłabym niezadowolona i miała podobne zdanie do Twojego. Ale zawsze to jakaś próba zaistnienia, a wiadomo - nikt mistrzem się nie urodził, może autorka weźmie do serca zdania blogerów nie obrażając się na nas, że jakoś niezbyt przypadł jej debiut do gustu i popracuje nad swym stylem i nie tylko. ;)
OdpowiedzUsuńP.S ładnie tu u Ciebie, zostaje na dłużej. ;)
Mam takie samo odczucie co do zakończenia, tak się nie robi :D
OdpowiedzUsuńTez nie lubię takich zakończeń, ale to sprawia, że sięgam po drugi tom, nie wiem czy w tym przypadku dam jednak szansę chociaż pierwszemu, pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJakoś mnie nie przekonuje ta książka/ opowiadanie do siebie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja chyba.. wyrosłam z takich książek. Sama nie wiem, ale treść mnie nie zainteresowała a okładka jest po prostu brzydka
OdpowiedzUsuńFaktycznie w 108 stronach ciężko porządnie rozwinąć fabułę, szkoda że się nie udało.
OdpowiedzUsuńBook Beast Blog
Nie lubię tak krótkich książek... Ledwo się zacznie, to już się skończy :/
OdpowiedzUsuń