wtorek, 12 maja 2020

"Oddychając z trudem. Wdech" Kamila Mikołajczyk


Tytuł: Oddychając z trudem. Wdech  Autor: Kamila Mikołajczyk  Wydawnictwo: Editio  Ilość stron: 280  Moja ocena: 4,5|10

"– Zabieraj tę łapę z mojej ręki, bo będę zmuszona powtórzyć wczorajszy atak.
No. W końcu jestem sobą.
Nie słucha mnie. Nie wypuszcza mojego nadgarstka. Zamiast tego z coraz szerszym uśmiechem na twarzy przesuwa kciukiem po wewnętrznej części mojego przedramienia, nadal patrząc mi w oczy."

     Patrząc na tę książkę, widzę ładną okładkę i być może fajną treść, to powieść debiutantki o niezbyt dużej objętości, można ją w sumie śmiało nazwać krótką. Jest to dosyć świeża książka, ma zaledwie tydzień, ale wiadomo, że to może być początek czegoś większego.

     Lena, nazwiska nie znam – przyczyny mogą być dwie albo autorka go nie podała, albo totalnie mi umknęło (ta druga opcja jest RACZEJ mało prawdopodobna), to około 21-letnia kobieta, studentka malarstwa i przyjezdna mieszkanka Krakowa, no i ktoś bardzo pokrzywdzony przez los. Gdy miała 17 lat, a w zasadzie w dniu jej urodzin, jakiś mężczyzna ją zaatakował, uwolniła się, zanim zrobił jej krzywdę i ma traumę – tak, o tym wydarzeniu wiemy tylko tyle, naprawdę. Trauma objawia się głównie paranoicznymi zachowaniami i strachem przed obcymi mężczyznami (koniecznie to zapamiętajcie). Ta bohaterka nie wzbudzała we mnie niestety zbyt dobrych emocji, była nieco nierozgarnięta i obrzydliwie infantylna, drażniło mnie jej zachowanie, bo według mnie nie zachowywała się adekwatnie do wieku, a jej trauma nie była (według mnie) przedstawiona zbyt wiarygodnie. Co więcej, była sztywna, jednak wydawała się być choć trochę inteligentna, ale jej humor do mnie niezbyt trafiał.

     Jednak poza Leną mamy innych bohaterów, jak chociażby Paweł, który jest chłopakiem głównej protagonistki (to pierwszy symptom braku wiarygodności, na co można trochę przymknąć oko), czuły i kochający młody mężczyzna, wiemy o nim tyle, że lubi ćwiczyć i grać w piłkę nożną, nie ma też nic przeciwko sterydom, tak to wszystko, można zaliczyć też do tej wiedzy chorobliwą zazdrość o dziewczynę. Następnie weźmiemy Dagmarę, siostrę Pawła i jednocześnie przyjaciółka Leny, nieco bardziej rozgarnięta studentka medycyny, o niej też wiemy niezbyt wiele i podałam w sumie te najbardziej istotne fakty. Ostatnia z ich paczki jest Patrycja – stereotypowa blondynka, ładna, ale pusta. Studiuje wraz z Leną malarstwie, jednak nie z zamiłowania, a chęci wyrwania faceta. Przykro mi to stwierdzać, ale to najsłabsze ogniwo. Nie myślcie, że zapomniałam o przystojnym i tajemniczym Adamie, który jest kuzynem Pawła i Dagmary. Pojawia się w sumie znienacka i jest OBCY, ale to nie przeszkadza Lenie „bo dobrze mu z oczu patrzy” (drugi symptom braku wiarygodności i absurdalne potwierdzenie braku złych chęci dobrem z oczu). To interesująca postać, jednak odniosłam wrażenie, że nie do końca przemyślana i dopracowana.

     Ciężko jest mi pisać niezbyt przychylną recenzję, zwłaszcza o debiucie, jednak nie będę ukrywać, że jestem zawiedziona, bo po opisie można było spodziewać się czegoś innego, według mnie wprowadza czytelnika w błąd no i fakt, że na okładce o tym wspomniano, iż Adam jest prawnikiem, a w książce owej informacji nie było… No to nie przemawia na korzyść. Autorka ma potencjał, jednak tutaj go niezbyt wykorzystała. Czytało mi się topornie, chociaż język nie był w ogóle wymagający, to nie jest długa książka, jednak trochę się męczyłam podczas czytania, odniosłam wrażenie, że autorka chciała mieć wszystko naraz i niestety wyszło trochę pomieszane z poplątanym, cała akcja wydarzyła się błyskawicznie, choć początek na to nie wskazywał, nie chciałabym też uważać go za mdły, ale taki w sumie był. Co więcej, dialogi były sztywne, a pisarka trochę nadużywała zdrobnień – irytowało mnie to, ale dało się to znieść, nie podobał mi się też slang/makaronizmy wplatane w myśli czy wypowiedzi bohaterów.

     Największym plusem tej książki jest z całą pewnością okładka, która do mnie przemawia – jest delikatna i subtelna, może w sumie świadczyć o problemach głównej bohaterki, jakby faktycznie terroryzowała ją trauma. Jest utrzymana w odcieniach różu, co w sumie nawet przypadło mi do gustu.

     Reasumując, nie była to dla mnie udana lektura, liczyłam na coś innego, czegoś, co mógłby sugerować opis. Bohaterowie są niestety płascy i płytcy jak kałuże, zachowują się głupkowato i ich „sprzeczki” były na żenującym poziomie. Autorka przerwała książkę, gdy wreszcie zaczęło się coś dziać, co jak mniemam, było zamierzone, jednak jak dla mnie niekorzystne, bo większość utworu kręci się wokół bliżej nieokreślonej traumy, która za dotknięciem magicznej różdżki znika przy obcym jej Adamie, co niezbyt przypadło mi do gustu. Nie trafiałby do mnie też porównania użyte w książce (tu mam na myśli raczej to jedno konkretne, którego nie przytoczę, ale nakreślę – drżą mi dłonie jak u paralityka, może ja nie załapałam, ale wydaje mi się, że paralityk to osoba sparaliżowana czy obraźliwe określenie niezdary). Pocieszającym faktem jest to, że autorka tak na dobrą sprawę zaczyna, uczy się i wyczuwa grunt, bo tak jak mówiłam, ma potencjał, jednak chyba nie do końca wie jak go wykorzystać i dziwią mnie trochę te pozytywne recenzje, ale nie będę ich kwestionować, w końcu każdy ma swoje zdanie i odczucia. Trzymam mocno kciuki za rozwijanie warsztatu, jednak nie mogę tej książki polecić. Oczywiście kontynuację przeczytam, bo jak już kiedyś wspominałam ciekawska ze mnie bestia i chętnie się przekonam, jak wygląda sprawa, czy nastąpi progres, czy też regres.

Pozdrawiam, Sara 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone. ©Sara Kałecka