wtorek, 24 sierpnia 2021

"Anty-społeczny" Nick Pettigrew

 


Tytuł: Anty-społeczny  Autor: Nick Pettigrew  Tłumaczenie: Iwona Michałowska-Gabrych, Patrycja Zarawska Wydawnictwo: Insignis Liczba stron: 350 Ocena:8,5/10

Nigdy nie zapomnę, co usłyszałem od policjantów: "Sądzimy, że śmierć zastała go w chwili, gdy pisał kartki świąteczne do siebie od swoich kotów".

Anty-społeczny to była jedna z dwóch pozycji, która w tym samym czasie przyszła wprost od Insignis. Tuż obok Pi razy oko na którą zdecydowałam się jako pierwszą. Nie sądzę abym kierowała się wyborem poprzez kuszący czerwony kolor okładki tamtej książki, ale nie mogę też powiedzieć, żebym kierowała się bezgraniczną miłością do matematyki.
Nie do końca byłam pewna jak zabrać się za wgłębianie w jakąś grupę społeczną z problemami, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że to samo robiłam przez cały rok akademicki. Nie mogę powiedzieć, że to jest nudne. Obserwowanie zachowania ludzi od zawsze było ciekawe ze względu na możliwość przewidywania reakcji, ale też przede wszystkim na wiele tych niespodziewanych. Tak więc błyskawicznie się za nią zabrałam i równie szybko skończyłam. 
Nie kupuję zapewnień na okładkach, które wyrażają się pochlebnie o konkretnym tytule. Różne gusta, nie zawsze rzetelne podejście do pozycji... bardziej to działa jak odpychacz. Im bardziej ktoś chce zachęcić, tym bardziej mam wrażenie, że coś chyba jest nie tak skoro potrzebuje aż tak desperackiego naciskania.

Nick Pettigrew jest pracownikiem do spraw antyspołecznych. Jakkolwiek by nie brzmiało - jego praca polega na wykorzystywaniu wielu umiejętności z różnych dziedzin, ale przede wszystkim do korzystania z doświadczenia życiowego i podejścia do człowieka. Niekoniecznie zawsze pełnego łaski i zrozumienia. 
Praca z ludźmi nie jest łatwa, co po historiach autora możemy bardzo wyraźnie dostrzec (jeśli oczywiście sami nie jesteśmy szczęściarzami, którzy nie natrafili na ludzkie k***y gady).
Całość podzielona jest na rozdziały odpowiadające kolejnym miesiącom, a co za tym idzie - kolejnym historiom ludzi, którzy żyją w bagnie, albo robią innym piekło z życia. 
Życiowo - realno-brutalna, ale też przy tym pełna cynizmu i czarnego humoru, który nie przedstawia nam smutnej szarej rzeczywistości, a bardziej grę, gdzie pionki utknęły w zapętlonych toksycznych przyzwyczajeniach - do narkotyków, alkoholu, nieodpowiednich partnerów. 

Ostatecznie recenzja nadal wydaje się rzeczą problematyczną, jednak dzięki Nickowi Pettigrew możemy przekonać się, że gorsze z nich da się rozwiązać, albo przełożyć w czasie, a w najgorszym przypadku liczyć, że jakoś to będzie.
Postać autora jest do bólu przeciętna. Mężczyzna nie uważa siebie za herosa, który ratuje ludzkość i wyciąga ich z problemów. Podchodzi do tego wszystkiego w bardziej cyniczny sposób, który myślę, że jest pewną próbą dystansowania się od emocji z jakimi musi mierzyć się przy ludzkich tragediach.  Sam nie do końca potrafi radzić sobie z nawałem wydarzeń w życiu, a jego kolejne dni przypominają czasem bałagan, z którym nie potrafi sobie poradzić. Za to dba o porządek dookoła, a całość przypomina Syzyfową pracę. 

Przez kolejne strony przewija się wiele osób, których nawet nie do końca da się zaszufladkować. 
Wielokrotnie mamy do czynienia z osobami chorymi, albo po prostu kłamcami, czasem są też osoby, które po pewnym czasie wybuchają.
Nie dostajemy stwierdzeń dotyczących tego czy ktoś jest zły, czy nie. Autor idzie w stronę dlaczego do tego doszło? I Co ja jako jednostka mogłem zrobić inaczej, żeby się nie wydarzyło? 
Niektóre z ludzkich żyć były smutniejsze, inne były zlepkiem głupoty i niesamowitego wręcz szczęścia, jednak nie były aż tak zadziwiające jak myślałam, że będą. Ale w końcu to nie książka o szaleńcach, tylko o ludziach, którzy (być może) mają predyspozycje do nierównych sufitów.

Podczas czytania bawiłam się dobrze - to mój typ humoru, a i tematyka wpasowała się w moje gusta. 
Byłabym też zapomniała, że plusem były wyjaśnienia niektórych rzeczy w przypisach. Czytelnik mógł się na nich skupić i pogłębić temat, albo po prostu czytać dalej bez zajmowania się natłokiem informacji.

I tak oto dobrnęliśmy do końca - ja skończyłam pisać, a Wy czytać. I znowu całość wydaje się być o wiele dłuższa. Dzieje się tak za każdym razem, kiedy myślę, że nie napiszę nic. Chyba takie myśli są motywujące do rozkręcenia własnej produktywności.
Tymczasem trzymajcie się i cieszcie życiem! 

Pozdrawiam cieplutko, Klaudia 🌞

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone. ©Sara Kałecka