wtorek, 3 stycznia 2023

"Decimus Fate i Rzeźnik z Guile" Peter A. Flannery

 


Tytuł: Decimus Fate i Rzeźnik z Guile  Autor: Peter A. Flannery  Tłumaczenie: Maciej Pawlak Ilustracje: Paweł Zaręba Wydawnictwo: Fabryka słów Liczba stron: 369 Ocena:8,5/10

Bieda to nie najgorsze, co może człowieka spotkać.
Powracamy do przygód Decimusa Fate'a oraz Opiekuna. Talizman marzeń był lekką powieścią o nieskomplikowanej fabule. Z krótkimi rozdziałami i wciągającą akcją, czytanie poszło błyskawicznie. 
Tym razem główny wątek obracał się wokół zaginięć i morderstw w miasteczku Guile. Mamy starych przyjaciół, ale również nowych wrogów i masę kłopotów. Tym razem nie wszystko wydaje się takie łatwe zwłaszcza, że kłód pod nogi przybywa, a rozwiązanie sprawy się oddala...

Fabuła po raz kolejny idzie w prosty sposób. Mamy jeden główny wątek i napotykane po drodze nowe sytuacje tworzą siatkę wydarzeń. Niewiele jest tam czegoś spoza głównej historii, a jak już to raczej chwilowe zboczenie z drogi, więc autor nie rozszerzył działań bohaterów. 
Opiekun i Decimus nie ulegają żadnym transformacjom ani wewnętrznym zmianom, jakby byli już ostateczną wersją siebie. Jest to w porządku, ale jako czytelnik można odebrać ich jako maszyny, które wykonują swoją robotę nie wykazując przy tym żadnych emocji, nie budując więzi. Pojawiają się jakieś zalążki sumienia, jednak w raczej nikłych ilościach. Autor utrzymuje ich w tonie sugerującym, że w każdej chwili mogliby się wszyscy bohaterowie rozejść i nie za bardzo komukolwiek byłoby żal. Z drugiej strony protagoniści pomagają ludziom, którzy zgłaszają się do nich z problemami. 

Drugi tom jest bardziej interesujący ze względu na większą dynamikę oraz ilość postaci. Różnorodność sprawia, że nie można się jako czytelnik nudzić. Z jednej strony mamy żądnych zemsty alchemików, z drugiej bogaczy, którzy chcą czerpać z życia jak najwięcej i nie liczyć się z konsekwencjami. 
Mamy też balans humorystyczny. Pojawiają się poważniejsze sytuacje czy bardziej brutalne wydarzenia, a jednak autor stara się nie doprowadzać do przeładowania konkretnym tonem historii. Gdy coś trwa dłuższy czas, zwykle jeden z bohaterów robi lub mówi coś, żeby odwrócić sposób patrzenia na coś. Skojarzyło mi się to z postacią Doktora House'a, który przez swój emocjonalny dystans często sprawiał, że sytuacja była zabawna, a nie tragiczna.

Rozdziały były króciutkie i jestem za to mega wdzięczna, bo czasem ciężko przysiąść do takich dłuższych, a jak widzi się takie trzystronne, ma się chęci na przeczytanie kolejnych pięciu. Może ich długość wynika z braku opisów miejsc. Raczej mamy strzępkowe informacje. Do tego autor nie skupia się na całym otoczeniu, a jakimś wybranym miejscu, czy pomieszczeniu. Dla niektórych zapewne taki opisowy minimalizm będzie zbawienny.

W dalszym ciągu uważam, że jest to lekka fantastyka w której nie trzeba za bardzo łączyć wątków, choć na pewno ten tom jest bardziej pogmatwany. Przygody z Decimusem i jego compadre Opiekunem zaliczam do udanych 😁


Pozdrawiam
Klaudia

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone. ©Sara Kałecka