Szczerze mówiąc... nie wiem, co o niej myśleć. Mam w głowie totalny mętlik. Autor ma dość chaotyczne pióro, a konstrukcja książki wymaga od czytelnika pełnego skupienia. Historia podzielona jest na dwie perspektywy czasowe:
Teraz – gdzie bohaterką jest Jane.
Przedtem – gdzie śledzimy losy Emmy.
Niby żadna filozofia, prawda? Ale im bardziej zagłębiałam się w treść, tym bardziej się w niej gubiłam. Wszystko dzieje się w tym samym miejscu – w ultranowoczesnym domu przy Folgate Street 1 – ale na przełomie dwóch, może trzech lat.
"Nigdy nie przepraszaj za osoby, które kochasz."
Dom pełen wyrzeczeń
Tym, co oddziela te dwie kobiety, jest fakt, że Emma nie żyje. Jane z biegiem czasu odkrywa kulisy śmierci swojej poprzedniczki, która mieszkała w tym cudownym, ale "pełnym wyrzeczeń" domu (regulamin tego miejsca to kosmos!). Zaintrygował mnie właściciel i architekt budynku – Edward Monkford. Facet emanował wręcz nienaturalnym spokojem, nawet gdy wokół działy się nieciekawe rzeczy. Co do samej Emmy – śmiało mogę powiedzieć, że była niezwykle irytującą osobą. Mimo to stopniowe odkrywanie, kim była naprawdę, okazało się jedną z ciekawszych stron tej powieści.
"Życie jest zbyt krótkie, by spędzić je w związku z niewłaściwą osobą."
Kobieca intuicja czy pomyłka?
Teorie, które snułam podczas czytania, o dziwo mnie nie zawiodły, choć w niektórych detalach się myliłam. Powiem nieskromnie: chyba mam dobry instynkt. Już w połowie książki wiedziałam, kto zawinił. Co dziwne – im więcej nad tym myślałam, tym bardziej moje teorie upadały, bo wydawało mi się to zbyt oczywiste. A jednak! Zagadka okazała się banalnie prosta, a ja niepotrzebnie wszystko roztrząsałam.
"[...] nie można opowiedzieć drugi raz tej samej historii i spodziewać się innego zakończenia."
Ale największe zaskoczenie? Przez całą lekturę byłam święcie przekonana, że książkę napisała kobieta! Dlaczego? Bo zazwyczaj to właśnie płeć piękna potrafi w takim chaosie znaleźć kwintesencję intrygi i stworzyć tak skrajnie różne, ale niekolidujące ze sobą postacie. A tu niespodzianka – J.P. Delaney to mężczyzna.
Werdykt: Bądźcie cierpliwi
Recenzja będzie przeraźliwie krótka, bo im więcej piszę, tym więcej tajemnic Wam odbieram. Przechodząc do podsumowania: jestem rozdarta. To książka przeciętna, ale jednocześnie dobra. Wymaga myślenia na wysokich obrotach, bo przez chaotyczny język i przeskoki czasowe bardzo łatwo się zgubić. Nie polecę Wam jej jako "must-read", ale z całą pewnością powiem, że warto się z nią zapoznać – choćby dla samego faktu odkrywania tajemnic Folgate Street.
Jeśli jesteś wielbicielem zagadek i masz w sobie pokłady cierpliwości (bo tu nic nie przychodzi z łatwością) – to książka dla Ciebie. Trzeba się skupić i wyłapywać drobnostki, ale dla fanów thrillerów to chleb powszedni.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze
!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)

Mi lektura "Lokatorki" sprawiła wiele przyjemności. Chociaż autor sięgnął po dość popularne ostatnio wątki, to jednak wykreował coś własnego. Myślę, że rozwiązanie zagadki zaskoczy niejednego czytelnika. Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńJa osobiście miałam takie, a nie inne przemyślenia, ale sądzę, że faktycznie mimo powtarzalności tematu, umiejętnie z tego wybrnął :) Tak, to fakt! Jest zaskakujące. Również pozdrawiam :)
UsuńJeszcze nie czytałam tej książki, ale z chęcią po nią sięgnę. Ciekawi mnie ona już od dłuższego czasu :D Pozdrawiam Książkowa Dusza
OdpowiedzUsuńCzekam na wrażenia :D! Również pozdrawiam ^^
Usuń