"Najjaśniejsze gwiazdy spalają się najszybciej, musimy je więc kochać, dopóki możemy."
Niezależna, ale bezbarwna
Główna bohaterka, Karina Fisher, na papierze zapowiadała się świetnie. Dwudziestoletnia masażystka, która ciężką pracą walczy o swoją niezależność. I za tę samodzielność ma u mnie plusa. Niestety, w praniu okazała się postacią zbyt mdłą i nijaką. Brakowało jej charakteru i iskry. W kluczowych momentach, zamiast postawić na swoim, dawała się stłamsić. Często zachowywała się naiwnie, co gryzło się z jej wizerunkiem zaradnej dziewczyny. Jedynie jej troska o brata i opiekuńczość dodawały jej nieco ludzkiego wymiaru.
"Czy to nie zabawne, że ludzie wiecznie domagają się prawdy, chociaż większość nie potrafi jej znieść?"
Milczący żołnierz z problemami
Kael Martin wkracza w życie Kariny jak bomba z opóźnionym zapłonem. To żołnierz z bagażem doświadczeń, skryty i małomówny. Mam słabość do poturbowanych przez los bohaterów, ale Kael często balansował na granicy bycia intrygującym a irytującym. Jego tendencja do zatajania faktów i "panoszenia się" w życiu Kariny (pod pretekstem ochrony) była dla mnie męcząca. Na duży plus zasługuje jednak to, że autorka poruszyła w jego wątku temat rasizmu, co dodało tej postaci i całej historii potrzebnej głębi.
"Żądałam prawdy, ale kurczowo trzymałam się kłamstw. Przydawały się, gdy człowiek chciał się ochronić przed prawdą..."
Więcej kłamstw niż miłości
Fabuła jest specyficzna. Z jednej strony prosta, z drugiej – pełna niedomówień. Miałam wrażenie, że romans zszedł tu na dalszy plan, ustępując miejsca wojskowym tajemnicom i rodzinnym dramatom. Głównym źródłem problemów jest Austin, brat Kariny – postać, która od początku budziła moją nieufność. Jest przebiegły i fałszywy, a jego działania napędzają konflikt. Mimo to czuję spory niedosyt, bo wiele wątków zostało zaledwie liźniętych, zamiast porządnie rozwiniętych.
Styl Anny Todd jest lekki i przystępny, dzięki czemu przez strony się płynie, choć zdarzały się dziwne przeskoki w narracji, które wybijały z rytmu. Akcja nie pędzi na łeb na szyję, to raczej powolne budowanie napięcia. Jednak samo zakończenie? Było zaskakujące i emocjonalne, skutecznie zachęcając do sięgnięcia po kontynuację.
Wizualnie jest bardzo estetycznie – minimalistyczna okładka przyciąga wzrok i pasuje do klimatu serii.
Werdykt: Solidny wstęp
Reasumując, „The Brightest Stars” to dla mnie solidny średniak. Nie jest to lektura, która wywraca świat do góry nogami, ale czyta się ją przyjemnie. Jeśli lubicie motywy wojskowe i romanse w stylu slow burn, gdzie relacja budowana jest na sekretach i niedopowiedzeniach – możecie dać jej szansę.

Sara Kałecka
Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰
Więcej o autorze

!["PYŁ" [Ostatni tom trylogii "SILOS] Hugh Howey](https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnioki9EQ7mjpbDgGRjl8oQWSfTc48RgQmrIhkV4HrRCxY8PkjmueEP4G_rxCzs7UYlZT1uUAQ_XCfbTK8esKskb9Wfa7o41zaPVJnKzvC5yZgQgUkBaOmbctATu9j8S0yTfxR_Yiyn53B/s640/80509085_2470876029897331_4180066453996699648_n.jpg)

Komentarze: