Szukam zakładki...
"Wichrowe wzgórza" Emily Bronte

"Wichrowe wzgórza" Emily Bronte

5/27/2026
Mroczna historia obsesyjnej miłości, zemsty i traum, która od niemal dwóch wieków nie przestaje poruszać czytelników.


Wichrowe wzgórza

Emily Bronte, 2026 (oryg. 1847) | Literatura piękna

Wydawnictwo Zysk i S-ka
  448 stron, 7 godz. 50 min.



Powrót do klasyki

Dzięki medialnemu zamieszaniu wokół remake'a Wichrowych wzgórz powracamy z klasyką na salony i prosto na moją półkę tuż obok kieszonkowej wersji męczonej przeze mnie już cztery razy.
Nie spodziewałam się, że film narobi aż takiego szumu i że razem z nim przypomni o sobie również książka.  Bardzo dobrze się stało, bo skoro sama wracam do niej już kolejny raz, to może to najlepszy moment, żeby podrzucić ją też tym, którzy wciąż zastanawiają się, czy warto dać się porwać tej burzliwej historii.




Cierpienia młodego Heathcliffa

Heathcliff i Katarzyna to jedna z tych par stawiana tuż obok Romea i Julii, Tristana i Izoldy, czy też naszego polskiego podwórka - Zosi i Tadeusza. Tylko czy na pewno powinni trafiać do kategorii „wielka romantyczna miłość”, a nie raczej „relacja wymagająca solidnej terapii”?

Heathcliff, przygarnięty przez pana Earnshawa (ojca Cathy) , początkowo jest cichym i spokojnym chłopcem. Po niespodziewanej śmierci ojczyma, pozycja sieroty w domu zmienia się o 180°. Hindley (przyrodni brat, syn pana Earnshawa) robi z jego życia regularny koszmar - są upokorzenia, przemoc i codzienne przypominanie mu, gdzie jest jego miejsce. Nic więc dziwnego, że w Heathcliffie zamiast niewinności zaczynają kiełkować gniew, zgorzknienie i chęć zemsty. Brzmi jak świetny antagonista dla naszej historii?

Jedynym jasnym punktem pozostaje Katarzyna. Między tą dwójką rodzi się więź intensywna, dzika i momentami wręcz obsesyjna. Problem w tym, że Cathy wybiera status i pieniądze, a więc Edgara Lintona - eleganckiego dziedzica Thrushcross Grange. Po tym ciosie prosto w zmrażające się serce Heathcliffa, już nikt nie podejmie żadnych dobrych decyzji...

Smutni ludzie

Powieść została wydana w 1847 roku, co znaczy, że minęło prawie dwieście lat od jej debiutu. I tak brnąc przez kolejne rozdziały możemy dojść do wniosku, że niewiele się mentalnie zmieniło od czasu Cathy i Heathcliffa. Czy dlatego są oni nam tak bliscy?

Jest to historia o miłości nieszczęśliwej, która będąc na wyciągnięcie ręki, zostaje zaprzepaszczona w najgorszy możliwy sposób. 
Pióro autorki sprawia, że można współodczuwać ból razem z naszymi bohaterami, którzy zdali sobie sprawę z popełnionych błędów, gdy wydawałoby się, że jest już za późno na jakiekolwiek naprawy.

Klimat jest mroczny, a chłód z ponurych wrzosowisk Yorkshire wdziera się do domów i serc jego mieszkańców. Poznajemy ich stopniowo, odkrywamy warstwami kolejne wydarzenia i z nadzieją obserwujemy tę podróż ku katastrofie. 
Trudno kogokolwiek polubić, jakby autorka stworzyła zamkniętą społeczność uwięzioną w kole traum i nienawiści, z którego nikt nie ucieka.

Miłość vs. terapia

Mam wrażenie, że przed laty tytuł był traktowany jak piękna historia miłosna, za to dzisiaj czytelnicy coraz częściej zwracają uwagę na destrukcyjne uczucie łączące bohaterów. Możemy dostrzec skutki traumy, zaniedbań i stworzyć na tej podstawie jakiś rys psychologiczny bohaterów, aniżeli doszukiwać się w tytule prawdziwej miłości...

Bądź ze mną zawsze⁠—przyjmij jakąkolwiek formę⁠—doprowadź mnie do szaleństwa! tylko nie zostawiaj mnie w tej otchłani, gdzie nie mogę cię znaleźć! O Boże! To niewypowiedziane! Nie mogę żyć bez mojego życia! Nie mogę żyć bez mojej duszy!

Czego by jednak o Wichrowych wzgórzach nie powiedzieć - jeśli podejdziemy do nich bez doszukiwania się kolejnych powodów do wysłania wszystkich na terapię, to dostajemy emocjonalny rollercoaster. Nie każdemu może on przypaść do gustu, ale ogrom uczuć, który skłania Heathcliffa do działania jest imponujący (nawet jeśli z biegiem czasu zaczynamy rozumieć, że tak to nie powinno dysfunkcjonować).

Polecajka

No nie mogę powiedzieć niczego innego poza tym, że polecam. Pióro autorki czyta się przyjemnie, a całą historię śledzi się z zaparatym tchem - choć po skończeniu już tylko można wzdychać.
Jest to obowiązkowy klasyk tak różny od delikatniejszych historii Jane Austen, jednak skupiający się na tym, co tak bardzo lubimy - relacji międzyludzkich i miłości. Emily Bronte to autorka, której nie można pominąć.

Pozdrawiam, Klaudia ❤


Regularnie powracam do tego tytułu i on po prostu nie nudzi

Klaudia Cybulska

Pochłaniam wiedzę i historie. Na blogu znajdziesz szczere recenzje (od perełek po gnioty), relacje z podróży i szczyptę lifestyle’u. Wpadnij do mojego świata! 🌍📖

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz