czwartek, 15 października 2020

"Kuzynka Marie" tom I - Agnieszka Janiszewska



Tytuł: Kuzynka Marie Autor: Agnieszka Janiszewska Wydawnictwo: NovaeRes Liczba stron:236
Ocena:8,5/10 

-Twój świętej pamięci stryj traktował mnie z wyraźnym dystansem, ale grzecznie. Nie miałem jednak żadnych wątpliwości, że najchętniej przegnałby mnie na cztery wiatry ze swego domu. Choć nigdy niczego podobnego nie wyraził wprost.
-Jak wobec tego przyjął twoje oświadczyny?
-Jemu się nie oświadczałem.
-Nie żartuj, kuzynie.
Sam tytuł nie brzmi na tyle ekscytująco, żebym zastanawiała się czy po pozycję sięgnąć. Co innego krótki opis, który miałam możliwość przeczytać. No, po prostu zaintrygował mnie na tyle, że postanowiłam go sprawdzić. I tak w moje ręce trafiła ta oto historia, którą pochłonęłam w jeden dzień, gdy na dworze cały dzień hulał wiatr z deszczem, odbierając jakiekolwiek chęci na wychylania nosa poza drzwi. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Marie to dziewczyna, która nie miała łatwego życia wśród ludzi. Żyła we Francji wytykana palcami, wyśmiewana i obrzucana pogardliwymi spojrzeniami, a to wszystko przez przeszłość której była owocem. Życie uczuciowe jej matki naraziło ją na wiele przykrości i ostracyzm społeczny, jednak nigdy nie skarżyła się na swój los.
Gdzieś w Królestwie Polskim natomiast żyła jej kuzynka Emilia, która przez brak cieplejszych uczuć ze strony rodziny wyrosła na wycofaną i smutną kobietę. Gdy zostaje sama z mężem, postanawia zaprosić do siebie nigdy niewidzianą Marie. 

Cała historia zaczęła się dość niepozornie, jednak bardzo szybko się rozkręciła. Mamy tutaj konflikty rodzinne, które ciągną się do tyłu o lata wstecz, a także rzutują na relacjach potomków. Wydziedziczone dzieci, romanse, zdrady - wszystko się tutaj przeplata, ale nie rzuca się w oczy. Powieść napisana jest w sposób subtelny.
Na okładce przeczytałam, że prawdziwa miłość nigdy nie przemija. Raczej nie spodziewałam się tutaj buchających płomiennych namiętności i w sumie miałam rację. Uczucia tutaj były czułą struną wszystkich postaci. Nigdy nie lubiłam podobnych podchodów, ale tutaj wzmagało to napięcie, którego nawet ostatnia strona nie rozładowała, a bardziej je podjudziła. 
Nie ukrywam, że najbardziej czekam na rozwinięcie relacji pomiędzy Marie, a Marcinem, który... cóż tu dużo mówić - jest mężem Emilii. Widząc ich relacje mam wrażenie, że coś się może między nimi wydarzyć, choć pewnie to moje nadinterpretacje zwłaszcza, że nasza bohaterka zachowywała się nienagannie. 

Przede mną drugi tom za który zabieram się z niecierpliwością i liczę, że pod względem relacji nastąpi jakiś przełom, choć spodziewam się też niekoniecznie dobrych zwrotów akcji. 
Teraz zastanawiam się czy jutrzejsza pogoda będzie równie usidlająca ludzi w domu jak dzisiaj, co pozwoli mi pochłonąć (bo inaczej tego nazwać nie mogę) drugi tom, czy może będę zmuszona rozłożyć sobie całość na kilka podejść. Pozdrawiam, cieplutko (co mam nadzieję, że wpłynie jakoś na te chłodne dni).

Klaudia


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone. ©Sara Kałecka