sobota, 14 listopada 2020

"Milcząca żona" Karin Slaughter

 


Tytuł: Milcząca żona  Autor: Karin Slaughter Tłumaczenie:Dorota Stadnik  Wydawnictwo: HarperCollins Liczba stron:526 Ocena:7/10

-Co ty wyprawiasz?
-Szukam tego. - Rzuciła na biurko kalkulator. - Potrzebuję pomocy przy zliczeniu, ile razy pieprzę twoje emocje.
Jeffrey zacisnął szczęki tak mocno, że czuł własny puls na twarzy.
-Wsadź sobie ten kalkulator w swój sztywniacki tyłek.
-A ty się pieprz.
-Jest mnóstwo kobiet, które zrobią to dla mnie.

Do kryminałów jak się ostatnio przekonałam potrzeba spokoju. Załatwiłam więc sobie ciszę i spokój, żeby móc jak najlepiej wejść w klimat całej historii. Jesień to chyba idealna pora na pogłębienie wrażeń. O samej autorce nie słyszałam, choć kilka tytułów, które wyszły spod jej pióra, obiło mi się o uszy. Przejdźmy jednak do tej konkretnej pozycji jaką jest Milcząca żona.

W jednym z więzień ginie mężczyzna. Podczas poszukiwania winnego Will Trent natyka się na skazańca, który ma informacje mogące pomóc w rozwiązaniu sprawy. Nesbitt stawia warunki. Uważa, że został niesłusznie oskarżony i wrobiony przez niekompetentnych i skorumpowanych gliniarzy. Teraz chce, aby okoliczności zostały ponownie zbadane. Śledczy postanawia przystać na warunki i zaczyna odkopywać przeszłość, która ma również powiązania ze zmarłym mężem swojej obecnej partnerki - Sary. Nie chce mieszać ją w całą sprawę, ale wie, że bez niej nie da sobie rady. Jak dla kobiety będzie wyglądała podróż w przeszłość i czy będzie ona miała wpływ na przyszłe życie z Willem?

To był ten rodzaj kryminału. Mam na myśli ten ciężki, który po każdym kolejnym rozdziale stawiał mnie pod ścianą, gdzie nie było dalej przejścia. Nie wiedziałam w pewnej chwili o co w ogóle chodzi. Miałam nakreślone kilka punktów łączące mi całą fabułę i tyle, a przecież chodzi tu o szczegóły. 
W detektywa nawet nie próbowałam się wcielić, bo najzwyczajniej nie dałabym rady.

Will i Sara to dobrze dobrana para. Ona jest inteligenta, wyrozumiała i wie, czego potrzebuje on - delikatnie wycofany mężczyzna, który boi się stracić kobietę, którą kocha. Nie ma tu niepotrzebnego cukru, za to jest dużo rys, które pojawiają się w każdym normalnym związku. Bardzo podobały mi się momenty, w których ta dwójka znalazła czas, aby się ze sobą zobaczyć.
Ale, ale... wracamy też do przeszłości, gdzie pojawia się Jeff- były mąż Sary. Przez chwilę myślałam, że może autorka zechce nam urządzić rozdarcie kobiety pomiędzy jej przeszłością, a przyszłością, a jednak zauważyłam coś zupełnie innego - że oboje są z dwóch przeciwnych biegunów, przez co bardzo łatwo wybrać faworyta.

Tytuł może sugerować, że Sara ma jakiś związek z całą sprawą, przez co starałam się przyjrzeć kobiecie bliżej. Oczywiście na tyle, na ile pozwoliła na to sama Karin Slaughter. Jako czytelniczka zostałam zmieciona, bo czuję, że nie podołałam tej pozycji tak, jak chciałam. A właściwie wcale nie podołałam.
Mam wrażenie, że ten rodzaj książek zawsze potrafi zaskoczyć, ponieważ możliwości tajemniczych przestępstw są nieograniczone,a autorzy potrafią czerpać garściami z własnej wyobraźni i pewnie też z rzeczywistości, żeby cała siateczka była jak najbardziej zagmatwana. Tutaj tak właśnie jest i na każdym kroku pojawia się kolejna wskazówka, która miesza jeszcze bardziej i rozsypuje wszystkie poukładane klocki.


Podczas pisania tej recenzji postanowiłam poszukać informacji o innych powieściach i okazało się,że Milcząca żona jest dziesiątą z cyklu o Willy Trencie co daje mi nadzieję, że może całość nie jest taka ciężka do zrozumienia, a po prostu zaczęłam nie od tej strony, od której powinnam. Znowu. Chyba czas sięgnąć po pierwsze tomy, żeby nie odczuwać za każdym razem skonfundowania nad brakiem zrozumienia niektórych wątków fabularnych. 😆

Pozdrawiam, Klaudia

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone.