Szukam zakładki...
Magia Cierni - Żywe księgi, sarkastyczny czarownik i nowa miłość.

Magia Cierni - Żywe księgi, sarkastyczny czarownik i nowa miłość.

10/08/2019
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że po prostu muszę ją mieć. Decyzja zapadła w ułamku sekundy, głównie dzięki oprawie graficznej. Z wyglądu przypomina ona odrobinę „Dwory” Sarah J. Maas, co dla wielu jest wystarczającą rekomendacją. Jednak jeśli chodzi o treść, pokuszę się o bardzo odważne stwierdzenie: Margaret Rogerson nie tylko dorównuje Maas, ale stanowi dla niej ogromną konkurencję. Co więcej, muszę wydać oficjalne ostrzeżenie: Strzeż się, Rhysandzie! Nathaniel Thorn właśnie wkroczył na scenę i został moim nowym książkowym mężem.

Magia Cierni

Margaret Rogerson, 2019 | Romantasy, Light Academia

NieZwykłe 561 stron
Gdy tylko zobaczyłam tę książkę, wiedziałam, że po prostu muszę ją mieć. Decyzja zapadła w ułamku sekundy, głównie dzięki oprawie graficznej. Z wyglądu przypomina ona odrobinę „Dwory” Sarah J. Maas, co dla wielu jest wystarczającą rekomendacją. Jednak jeśli chodzi o treść, pokuszę się o bardzo odważne stwierdzenie: Margaret Rogerson nie tylko dorównuje Maas, ale stanowi dla niej ogromną konkurencję. Co więcej, muszę wydać oficjalne ostrzeżenie: Strzeż się, Rhysandzie! Nathaniel Thorn właśnie wkroczył na scenę i został moim nowym książkowym mężem.
"Nigdy nie zapominaj, że wiedza jest twoją największą bronią. Im więcej wiedzy, tym lepiej, bo można nią przywalić czarownikowi w łeb, żeby dostał wstrząśnienia mózgu.
Dlatego właśnie wybrałam taką wielką księgę."

Biblioteczna sierota i żywe grymuary

Zacznijmy jednak od początku. Elisabeth Scrivener, główna bohaterka, to szesnastoletnia dziewczyna, która wychowała się w Wielkiej Bibliotece w Summershall. Trafiła tam jako niemowlę (co jest ewenementem, bo zwykle sieroty przyjmowane są w wieku 13 lat) i od małego szkoliła się na nowicjuszkę. Jej marzeniem było, zostanie Strażnikiem. Czego miała pilnować? Grymuarów. W tym świecie książki nie są tylko przedmiotami – one żyją, szepczą i bywają śmiertelnie groźne:

  • Klasy 1-4: To grymuary w miarę łagodne, a nawet neutralne.

  • Klasy 5+: To księgi niebezpieczne i unikatowe (niektóre egzemplarze są jedyne w swoim rodzaju).

  • Malefikt: To potwór, w którego zmienia się uszkodzony grymuar.

Elisabeth polubiłam niemal od pierwszej strony. To bohaterka prawie idealna: odważna, harda, inteligentna i sprytna. Jak na szesnastolatkę, uczy się imponująco szybko. Oczywiście, ma też wady – bywa lekkomyślna i wykazuje się głupkowatą brawurą, co sprawia, że pakuje się w kłopoty. Ale umówmy się – gdyby nie była problematyczna, nie byłoby zabawy. Kibicowałam jej z całego serca.

"- Przynajmniej tym razem jesteś ubrany, panie.
- Pozwolę sobie zauważyć - odparł Nathaniel - że to był wypadek, a świadkowie zdecydowanie nie mieli nic przeciwko.
Jedna kobieta nawet przysłała mi kwiaty."

Konkurencja dla Rhysanda

Żałuję, że nie mogę zdradzić zbyt wiele na temat Nathaniela Thorna, bo – jak wspomniałam – ten chłopak to złoto. Ma zaledwie osiemnaście lat, a ciąży na nim ogromne brzemię i presja dziedzictwa. Jest postacią przesiąkniętą ironią i sarkazmem, co uwielbiam. Chemia między nim a Elisabeth jest wyczuwalna od pierwszego spotkania. Shippowałam ich natychmiastowo, a podczas czytania ich dialogów uśmiechałam się głupio do kartek. Musicie go poznać osobiście, by zrozumieć ten fenomen.

"– Pamiętaj – odezwała się wreszcie znowu – jeśli po dotarciu do krypty usłyszysz w myślach głos, nie słuchaj go. To grymuar ósmej klasy, stworzony wieki temu, i nie należy go lekceważyć.
Od początków swojego istnienia doprowadził do szaleństwa dziesiątki ludzi.
Jesteś gotowa?"

Najlepsza książka roku?

Myślę, że śmiało mogę powiedzieć: to być może najlepsza książka, jaką przeczytałam w tym roku. To nie żarty! Jestem pod ogromnym wrażeniem kreacji bohaterów, którzy idealnie wpisali się w moje klimaty. Muszę być jednak szczera – początek był trudny. Przez pierwsze strony ciężko było mi przebrnąć i nie do końca wiem, z czego to wynikało. Jednak gdy w końcu „kliknęło” i wczułam się w historię, pragnęłam WIĘCEJ. I tu pojawia się paradoks: czuję spory niedosyt, że to już koniec, ale jednocześnie cieszę się, że to jednotomówka. Czasem nie warto przeciągać historii na siłę, a zamknięta całość ma swój urok.

Mapa i niewykorzystany potencjał

Warsztat autorki jest bardzo dobry. Język jest lekki i zrozumiały, opisy nie nudzą, a dialogi są logiczne. Rogerson miała świetny pomysł na świat, choć uważam, że nie do końca wykorzystała jego potencjał. Wątek zawodu Strażnika mógłby zostać bardziej rozwinięty, bo wciąż wiemy o nim stosunkowo niewiele. Wspominając o wydaniu – uwielbiam takie smaczki jak mapka. Tutaj jest ona estetyczna, schludna i co ważne – istotna dla fabuły. Okładka to majstersztyk graficzny.

•••

Werdykt: Magia w czystej postaci

Reasumując, „Magia cierni” śmiało może stawać w szranki z gigantami gatunku. To świetna przedstawicielka fantasy z romansem w tle (uprzedzam: romans jest tu istotny, ale nie przysłania akcji). Fabuła jest wciągająca, a bohaterów nie sposób nie lubić. Jeśli szukacie książki z nieirytującą bohaterką i charyzmatycznym czarownikiem, bierzcie w ciemno. To była wspaniała przygoda.

📖 Bibliotekarka z mieczem i demoniczny lokaj.

Sara Kałecka

Popkultura pod lupą. Łączę światy: od romantasy po literaturę faktu, od RPG po The Sims. Szczere opinie, które oszczędzą Twój czas i portfel.💰

Więcej o autorze
Podaj dalej:

Karta Stałego Czytelnika

Nie pozwól, by umknęła Ci dobra historia. Zapisz się na powiadomienia.

Komentarze:

Zostaw komentarz