czwartek, 3 czerwca 2021

"Cień i kość" Leigh Bardugo

 Tytuł: Cień i kość  Autor: Leigh Bardugo  Tłumaczenie: Wojciech Szypuła, Małgorzata Strzelec  Wydawnictwo: Mag  Ilość stron: 288 Moja ocena: 8,5|10

"Problem z pragnieniem polega na tym, że przez nie jesteśmy słabi."
     Nie ukrywam, że na książki Leigh Bardugo miałam chrapkę od dosyć dawna i chyba Netflixowski serial przyspieszył moją decyzję, choć przyznam, że nie zaczęłam bezpośrednio od Griszawersum, chociaż trochę żałuję, bo bardziej przypadła mi do gustu niż Dziewiąty Dom.


     Główną postacią jest siedemnastoletnie Alina Starkov, sierota, wychowanka Keramzinu i asystentka kartografa w Pierwszej Armii. Sporo przeszła w życiu i jedynym stałym punktem jest Mal, oddany przyjaciel. To cicha i raczej spokojna dziewczyna, niezbyt się wychylała – starała się nieprzyciągać uwagi, co w sumie było trudne, bo wychudzona i krucha Alina potrafiła się wtopić w tłum. Trzeba też przyznać, że jest inteligentna i szybko się uczy, ale niestety nie brakuje jej naiwności, co z pewnością wychodzi jej bokiem. Gdy okazuje się, że jest Griszą, wszystko się zmienia – rozkwita, nabiera odwagi i nowych talentów. Alina jest wyjątkową postacią, chociażby ze względu na specyficzny rodzaj umiejętności, które posiada.

"Co jest nieskończone? Wszechświat i ludzka zachłanność."

     Mamy tu wiele postaci, o których warto wspomnieć, że nie jestem pewna czy aby na pewno starczy mi miejsca – Mal Orecev wychował się z Aliną w sierocińcu, był i jest jej najlepszym przyjacielem. Również służył Pierwszej Armii, ale na stanowisku Tropiciela – jednego z lepszych, o ile nie najlepszych. Odważny i gotowy do poświęceń, lecz też trochę naiwny. Lubiłam go, aczkolwiek mam sporą słabość do antagonistów i moją ulubioną męską postacią był Zmrocz, choć bardziej podoba mi się angielska wersja Darkling – lub inaczej Alexander, generał Drugiej Armii. Przebiegły, inteligentny i świetny w kwestii manipulacji, oczywiście wszystkie umiejętności szlifował i doprowadzał do perfekcji przez setki lat. Kolejną bardzo ciekawą postacią była Genya Safin, dziewiętnastoletnia formatorka, wyjątkowa w swoim fachu, inteligentna i piękna, a także utalentowana, choć niestety dosyć stłamszona. Ta postać ma spory potencjał i chętnie zobaczę, jak autorka ugryzie jej temat w innych powieściach.

"Kocham go tak mocno, że nie pozwolę mu zapędzić się tam, gdzie nie sięga odkupienie."

     Fabularnie muszę przyznać, że podobała mi się ta książka, która w sumie jest wstępem do większego uniwersum, choć fani nazywają je Griszawersum – jestem ciekawa, jak bardzo jest rozwinięte. Mimo że może wydawać się schematyczna, to jednak doceniam wykonanie, które według mnie okazało się dosyć oryginalne i wciągające. Nie jest to zbyt długa powieść, ale intensywna i nie brak jej dynamizmu – naprawdę sporo się dzieje, jednak bez obaw nie sposób się zgubić. Przyznam szczerze, że w „Cień i kość” pióro i styl autorki odpowiadał mi bardziej aniżeli w „Dziewiąty Dom” - był lżejszy i przyjemniejszy, czytało mi się bardzo dobrze, a zakończenie zachęca do sięgnięcia po kontynuację. Językowo też nie było problemów, choć z pewnością mamy tu wiele nazw własnych, Leigh Bardugo postawiła na przystępną w odbiorze powieść. Kwestia bohaterów jest z pewnością dosyć rozległym tematem, jednak uważam, że autorka stworzyła wiele barwnych postaci, których rozwój chętnie się śledzi na kartach książek.

     Natomiast jeśli chodzi o okładkę, to jestem zakochana w tym wydaniu – ładna i w dodatku twarda oprawa, wydaje się porządna – co więcej, tasiemka ułatwia zaznaczanie stron. Ma przyjemną kolorystykę i szczegółową mapkę w środku.

"Włóż ładne szatki i czekaj na następny pocałunek, na następne życzliwe słowo. Czekaj na jelenia. Czekaj na obrożę. Czekaj, aż zrobią z ciebie morderczynie i niewolnicę."

     Reasumując, wychodzi na to, że powoli zaczynam być fanką twórczości Leigh Bardugo, bardzo podoba mi się styl, w jakim kreuje „Cień i Kość”, no i liczę, że utrzyma się on przez całe Griszawerum. Co więcej, różnorodność i autentyczność bohaterów również robi wrażenie, chyba trochę się do nich przywiązałam. Żeby tego było mało – uwielbiam wszelkie mapki i inne zdobienia, a tu mamy dosyć szczegółową mapkę i ozdobne elementy przy rozdziałach. Przyznaję, że nie spodziewałam się tak entuzjastycznej opinii, ale naprawdę dobrze wspominam tę książkę, czytało mi się sprawnie i przyjemnie, jestem ciekawa kontynuacji.

Pozdrawiam, Sara ❤

Za możliwość przeczytania dziękuję:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentując zostawiasz po sobie niezmywalny ślad i przy okazji motywujesz do działania. Zostaw w komentarzu adres swojego bloga, na pewno odpowiem :)

Szablon dla Bloggera stworzony przez Devon. Wszelkie prawa zastrzeżone. ©Sara Kałecka